Brytyjski kierowca osadzony po oszustwie typu „Mój samochód elektryczny oszalał!”

Podziel się z CleanTechnica swoim wsparciem poprzez subskrypcję na Substacku, Patreonie lub Stripe. Pomóż nam tworzyć wysokiej jakości, oryginalne treści, które publikujemy co tydzień, mimo wyzwań stawianych przez sztuczną inteligencję służącą do pobierania treści, antyspołeczne media, inflację i inne przeszkody.
6 marca 2024 roku Nathan Owen, mieszkaniec Wielkiej Brytanii, zadzwonił na policję i poinformował ich, że jego samochód elektryczny Jaguar I-Pace wymknął się spod kontroli na autostradzie w Merseyside, regionie nadmorskim obejmującym miasto Liverpool. Powiedział policji, że jego samochód nagle przyspieszył i nie był w stanie go kontrolować. Jak donosi The Guardian, co gorsza, hamulce nie były w stanie zatrzymać szaleńczo pędzącego Jaguara.
Policja zareagowała, zamykając autostrady M58, M57 i M62 w Merseyside, aby uciekający I-Pace nie zagrażał innym kierowcom. Następnie otoczyli samochód Owena pojazdami policyjnymi, by uniemożliwić mu zderzenie się z oporami mostowymi oraz innymi twardymi obiektami, które mogłyby spowodować obrażenia kierowcy. Trwało to ponad pół godziny przy prędkościach sięgających 86 mph, podczas gdy spanikowany kierowca usiłował kontrolować nieposłusznego pojazdu. W tym czasie samochód Owena zderzył się z pojazdami policyjnymi łącznie 33 razy. W końcu bateria samochodu została wyczerpana i I-Pace spokojnie się zatrzymał. Na nagraniu zrobionym przez władze dopiero wtedy zapaliły się światła hamulcowe samochodu. Hmmm….
Sam uruchomił swój własny problem
Twierdzenie Nathana Owena, że samochód stał się niekontrolowany, zostało obalone dzięki technologii cyfrowej. Jaguar oczywiście dokładnie zbadał pojazd po incydencie i stwierdził, że działał perfekcyjnie (gdy tylko akumulator otrzymał trochę energii). Cyfrowe zapisy czasu z samochodu oraz z centrum alarmowego policji pokazały, że gdy Owen po raz pierwszy wezwał pomoc, samochód stał w miejscu z naciśniętym pedałem hamulca. Dopiero po zakończeniu rozmowy samochód zaczął jechać autostradą. Przez całe 35 minut szybkiej jazdy pedał hamulca w żadnym momencie nie był naciśnięty. Dwa hmmm….
W wyniku dalszych dochodzeń władze ustaliły, że Owen miał ogromne zadłużenie i opuścił kilka rat kredytu samochodowego. W dniu incydentu, zaledwie 5 minut przed tym, jak po raz pierwszy wezwał pomoc, użył telefonu, aby poprosić o kredyt, który miałby mu pomóc wydostać się z góry długów, lecz jego prośba została odrzucona. Dla Jaguara był winien około 5000 funtów.
Zgodnie z BBC, podczas pierwszego wezwania o pomoc Owen powiedział do operatora: „Nie wiem, jak to wyjaśnić… mój samochód się nie zatrzymuje, jedzie z prędkością 78 mil na godzinę i jadę autostradą”. Stwierdził, że coś podobnego zdarzyło się już wcześniej, gdy samochód osiągnął prędkość „powyżej 100” mil na godzinę, i ostrzegł operatora: „Zbliżam się do dużego zakrętu na autostradzie. Naprawdę drżę”. Wiadomości tekstowe z jego telefonu, odzyskane po incydencie, pokazały, że w miesiącach przed zgłoszonym zdarzeniem rozmawiał o tym, jak pozbyć się pojazdu, być może poprzez jego skreślenie z rejestrów.
Niezwykle głupie
Daniel Travers, prawnik broniący Owena, miał bardzo niewiele do powiedzenia w jego obronie, więc poinformował sąd, że plan jego klienta był „przerażająco głupi jak na człowieka pozornie dobrze wykształconego i inteligentnego”. Dodał, że Owen, który nie miał wcześniejszych wyroków i pochodził z „udanej, stabilnej rodziny”, został opisany przez ojca jako postać w stylu Waltera Mitty’ego, który „żyje w świecie fantazji”. Nie jest jasne, jak miało to pomóc młodemu panu Owenowi.
Prokurator poinformował sąd, że Owen sprzedał swoją historię gazetom Sun i Daily Mail, opisując swój „przerażający wyjazd” i „35 minut w piekle”. Powiedział gazecie Daily Mail: „Czułem się jak przestępca podczas wielkiej pościgi policyjnej, dokładnie tak to było. To przypominało Grand Theft Auto”. Gazety zapłaciły mu łącznie 800 funtów za tę „historię”.
Jaguar z kolei nie był zbyt zadowolony z rezultatu wybryków Owena. Poinformował sąd, że wydał 50 milionów funtów na koszty marketingowe, aby przeciwdziałać negatywnym doniesieniom wynikającym z fałszywych oskarżeń, które według nich doprowadziły do 180 negatywnych artykułów w mediach. Sędzia również nie był pod wrażeniem. Skazał Owena na 4 lata i 3 miesiące więzienia. Ponadto zakazał mu prowadzenia pojazdów na okres pięciu lat po zwolnieniu, ale tylko po zdaniu zaawansowanego egzaminu na kierowcę.
Podczas wydawania wyroku sędzia powiedział: „Rozpoczęliście serię działań, które doprowadziły do rozpoczęcia dużego nalotu policji, wywołały poważny niepokój wśród społeczeństwa oraz znaczne straty i zakłócenia dla innych”. Sędzia stwierdził, że policjanci narazili się na niebezpieczeństwo, ponieważ wierzyli, że mają do czynienia z prawdziwym nagłym incydentem. Dodał: „Wy natomiast próbowaliście czerpać zysk z kłamstwa”.
Czy z tej historii można wyciągnąć jakąś lekcję? Być może nie dla Nathana Owena, ale może istnieć ważniejszy przekaz dotyczący ludzi i technologii cyfrowych. Do pewnego stopnia jesteśmy uwięzieni przez elektroniczne czujniki, które rejestrują każde nasze słowo, każdy ruch. Wiedzą, z kim rozmawialiśmy i kiedy. Wiedzą za każdym razem, gdy naciskamy pedał gazu lub hamulca, oraz o ile. Dobrowolnie stworzyliśmy dla siebie cyfrowy więzienie, w którym każdy nasz czyn jest rejestrowany i przechowywany do późniejszej analizy.
Jerry Bentham i jego Panoptikon uznano za zbyt ekstremalne, gdy zostały one zaproponowane w XVIII wieku, ale to dziecinada w porównaniu z ekosystemem nadzoru cyfrowego, któremu dobrowolnie poddaliśmy się dzisiaj. Historia Nathana Owena może nie wydawać się dla ciebie istotna, ale ma przesłanie skierowane do wszystkich. Nie pytaj, kogo monitorują dzisiejsze systemy – one monitorują nas wszystkich.