Powrót do aktualności
Ładowanie

Nowe Volvo XC60 Long Range PHEV, pierwsze wrażenia po kontakcie statycznym. Wniosek? Ma znać swój porządek w szeregu

Nowe Volvo XC60 Long Range PHEV, pierwsze wrażenia po kontakcie statycznym. Wniosek? Ma znać swój porządek w szeregu

Dzięki uprzejmości polskiego oddziału Volvo mieliśmy dziś szansę zapoznać się z nowym Volvo XC60 Long Range plug-in hybrid (2027.5), czyli hybrydą ładowaną z gniazdka oraz, przy okazji, Volvo XC40 B4 mHEV (2027), czyli modelem spalinowym. To zdumiewające, jak bardzo koncern Geely pilnuje Volvo, by nie wychodziło ono przed szereg i nie przyćmiewało wymyślonych od zera chińskich marek, które w założeniu mają być klejnotem w koronie (czytaj: Zeekra).

Volvo XC60 T8 Long Range PHEV z bliska

Nowe Volvo XC90 Long Range PHEV i XC60 Long Range PHEV opisywaliśmy w momencie premiery, dlatego nie będziemy powtarzać tamtej wyliczanki. Dwie najważniejsze zmiany w obu modelach to bateria o pojemności 41,2 (37,9) kWh oraz ekran centralny o przekątnej 11,2 cala. W wariancie T6 tak duża pojemność baterii umożliwia osiągnięcie około 200 jednostek WLTP w trybie czysto elektrycznym [wstępne dane producenta – red.]. Nasz Czytelnik, Pan Tomek, który niedawno odebrał Volvo XC90 T8 PHEV twierdzi, że jeszcze nigdy nie był tak wkurzony, bo zmiana pojemności akumulatora jest gigantyczna. Dodajmy jednak, że na wariant po liftingu musiałby poczekać kolejne 9-12 miesięcy.

Volvo XC60 T8 Long Range PHEV z boku. Albo coś mamy z oczami, albo za dużo patrzymy na elektryki, bo proporcje tego egzemplarza wydają nam się niewłaściwe: maska jest zbyt długa, jakby rozwałkowana w lewo, kabina za bardzo przesunięta w tył

Kiedy zajrzymy pod podwozie, zauważymy, że bateria Volvo XC60 T8 PHEV faktycznie jest duża (zdjęcie poniżej). Rozstaw osi XC60 Twin Engine wynosi 2,865 metra, bateria zajmuje około 1/2-2/3 tej długości. To jeszcze nie jest bateria elektryka, ale przy ogniwach wysokiej gęstości dałoby się tam zmieścić dobre 50 kWh energii. Gdyby nie osłona tuż pod tylną kanapą i bagażnikiem, pojemnik można by rozciągnąć o kolejne parędziesiąt centymetrów w tył – i mielibyśmy pełnoprawnego elektryka. Na starej platformie SPA2 zaprojektowanej z myślą o modelach spalinowych.

Tak duża bateria pod podwoziem sprawia, że z tyłu faktycznie siedzi się jak w elektryku, bo siedzisko kanapy kończy się około 34 centymetry nad podłogą. Dokładnie tyle samo było w stojącym obok nowym spalinowym Volvo XC40. I owszem, są elektryki, które mają kanapę jeszcze niżej, ale ostatnio producenci starają się, żeby nie było to mniej niż 30 centymetrów, bo jest to po prostu niewygodne dla pasażerów z tyłu. Volvo przy okazji zadbało, żebyśmy nie zapomnieli, że jedziemy samochodem spalinowym – na środku jest wysoki tunel środkowy, który prawdopodobnie jest pusty albo przechodzą nim przewody wysokiego napięcia:

Potwierdziły się nasze smutne domysły: mimo wielkiej baterii, Volvo XC60 PHEV wyposażone jest wyłącznie w port ładowania Typu 2. Ale nas dopadło chwilowe zaćmienie: przełączyliśmy samochód w tryb elektryczny (Pure) i poprosiliśmy go o wyznaczenie trasy do Chojnowa (450+ km), z postojami na ładowanie. Dopiero po chwili dotarło do nas, że każdy taki postój trwałby około czterech godzin. Nic dziwnego, że samochód nie chciał się wygłupiać. Czas przejazdu, jak na porę i auto spalinowe, w zasadzie standardowy. O podróży w trybie elektrycznym zapomnij, człowieku:

Podoba nam się możliwość ustawienia trybu czysto elektrycznego jako domyślnego i zapamiętanie, żeby był on stosowany po każdorazowym uruchomieniu auta. Dodajmy, że deklarowany przez samochód zasięg elektryczny na baterii naładowanej do 97 procent wyniósł 155 kilometrów. To całkiem dobrze pasuje do naszych wyliczeń opierających się na rezultatach uzyskanych dzięki WLTP. I od razu mówi potencjalnym nabywcom, że jeśli chcą zasięgu samochodu spalinowego w normalnym elektryku, potrzebują baterii o pojemności 150-170 kWh.

A jeśli ktoś ma dostęp do gniazdka, to może jeździć w trybie elektrycznym przez 95 procent czasu:

Volvo XC60 T8 PHEV, w którym mieliśmy okazję siedzieć, było mocno doposażone. Miało m.in. zawieszenie pneumatyczne (+9 999 zł) i „kryształową dźwignię zmiany biegów” Orewuar. Nie miało natomiast wyświetlacza projekcyjnego na przedniej szybie. Dopiero redakcyjny telefon zauważył, że system monitorowania czujności kierowcy znajduje się w lusterku wstecznym (zdjęcie poniżej). Cena takiego wariantu zaczyna się od około 338 900 złotych (konfigurator TUTAJ), ale dodanie felg i kilku akcesoriów szybko winduje tę kwotę ponad 350 000 złotych. Swoją drogą zaskoczyło nas, jak bardzo opasłe są podzespoły spalinowe (czarne) w stosunku do elektrycznych (srebrne, zdjęcie nr 2):

Nota od redakcji Elektrowozu: jeśli ktoś BARDZO boi się samochodów elektrycznych, to Volvo XC60 T8 Long Range PHEV może być jego ostatnim autem spalinowym przed przekonaniem się, że nie ma co polegać na paliwach kopalnych 🙂

Ocena artykułu

Ocena Czytelników

[Suma: 0 głosów Średnia: 0]

Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy:

NIOVolvoZeekrrangekWhEVPHEVhybridplug-in

Źródło: Elektrowóz