Czy to „krwawa rzeź”? Reakcja australijskiego rynku nowych samochodów

Przyczynij się do działalności CleanTechnica poprzez subskrypcję na Substacku, Patreonie lub Stripe. Pomóż nam tworzyć wysokiej jakości, oryginalne treści, które publikujemy co tydzień, pomimo wyzwań stawianych przez sztuczną inteligencję do pobierania treści, antyspołeczne media, inflację oraz inne przeszkody.
Po tym, jak Fiat wycofał się z rynku australijskiego, a jeden z dealerów Peugeota zrezygnował ze swojej licencji, nawet doświadczeni eksperci od motoryzacji zadają to pytanie. Pełno jest metafor – „czubek góry lodowej”, „krwawa rzeź”, „zniszczenie”, „potężna siła”. Nie ulega wątpliwości, że przemysł sprzedaży samochodów w Australii przechodzi strukturalne zmiany. Chociaż konserwatywni komentatorzy chcą obwiniać australijskie standardy efektywności paliwowej rządu, przyczyny tych zmian są znacznie bardziej złożone. Citroen i Infinity już odeszły.
Do napływu przystępnych cenowo, wyposażonych w nowoczesne technologie i wysokiej jakości chińskich samochodów (przeważnie elektrycznych) dochodzi jeszcze wzrost niepewności co do dostępności paliwa spowodowany wojną między Iranem a USA. Jako środek ostrożności rząd uzyskał dodatkowe dostawy benzyny i dyzylu oraz obniżył podatek akcyzowy od paliw. Dodatkowe dostawy faktycznie przybywają, ale ceny w stacjach benzynowych stale rosną. Obniżka podatku akcyzowego dobiegła końca – ceny mają wzrosnąć o 30%. Ponadto cena ropy naftowej rośnie, co doprowadzi do dalszych wzrostów cen. W kraju obdarzonym ogromnym potencjałem energii odnawialnej, ale przeklętym (?) brakiem ropy, zwykli obywatele rozważają teraz zakup samochodów elektrycznych.
Czytelnicy CleanTechnica zapewne wiedzą o rosnącym udziale pojazdów z zasilaniem elektrycznym na rynku Australii. Już w tym roku ten odsetek wzrósł z 16% w styczniu do 36% w czerwcu. W przyszłym tygodniu ukażą się dane za lipiec i mam nadzieję, że zbliżymy się do poziomu 40% – dogonimy w ten sposób Wielką Brytanię!
Paul Wildman i ja od kilku lat piszemy o upadku zachodniego przemysłu motoryzacyjnego. W Australii obserwujemy to w czasie rzeczywistym. Marki europejskie i japońskie mają teraz problemy w Australii.
To nie tylko statystyki — podczas jazdy z wnukami po Brisbane gramy w „Znajdź samochód elektryczny”. Większość z nich to modele BYD i Tesla, ale coraz częściej pojawiają się też inne. Można je rozpoznać po braku grillu — nie ma radiatora do chłodzenia — oraz braku rury wydechowej — nie ma szkodliwych emisji. Podczas dzisiejszych zakupów znaleźliśmy dwa Tesle, jeden Geely EX 5, jeden MG ZS EV oraz elektrycznego Volva. Nazywamy to testem na parkingu — podobnie jak politycy używają „testu w pubie”. Czy pomysł/produktem można się cieszyć powodzeniem w rzeczywistym świecie parkingu lub pubu? Jeśli tak, to jest ważny.
Oto dodatkowe konkretne dane z Australii dla naszych wymagających czytelników: „Do chwili obecnej w 2026 roku sprzedaż Toyoty spadła o 21,4 procent; Mitsubishi o 25,7 procent, a Mazdy o 17,2 procent”. Wzrosty w sprzedaży chińskich pojazdów elektrycznych muszą skądś pochodzić.
Lojalność ma swoje granice, gdy Australijczycy liczą pieniądze przeznaczone na zakup samochodów. „Chiny pokazały, że Australijczycy porzucą lojalność wobec marek niesprawdzonych… o ile są tanie”. Ale chodzi o to, że nie są tylko tanie – oferują również dobrą relację jakości do ceny. A nowi nabywcy samochodów wydają się gotowi znieść niektóre trudności związane z szybkim rozwojem rynku.
Bardziej znane marki mogą opuścić australijski rynek. Peter Jones, prezes Izby Handlu Samochodowego w stanie Wiktoria, sugeruje: „Jeśli przyjrzeć się udziałowi w rynku i spojrzeć na wszystko, co ma mniej niż pięć procent udziału w rynku, to właśnie one są narażone na ryzyko… W tym segmencie jest wiele marek”.
Ustala on próg na 5% udziału rynkowego – „tylko marki samochodowe przekraczające ten poziom są bezpieczne”. Pod zagrożeniem znajdują się Jeep (0,1 procenta), Skoda (0,3 procenta) oraz Cupra (0,2 procenta); Suzuki (1,1 procenta), Honda (1,3 procenta), Volkswagen (1,9 procenta), Nissan (2,3 procenta), Subaru (2,4 procenta), Isuzu (3,4 procenta); a nawet Mitsubishi (które ma w tym roku 4,1 procenta udziału rynkowego). Niektóre z tych marek to znane firmy, które nie tak dawno temu zakłóciły australijski rynek i doprowadziły do zakończenia produkcji Forda, Holdena oraz British Leyland w Australii.
Sprzedaż samochodów marki Volkswagen w 2025 roku spadła o 20,6% do poziomu 28 970 sztuk, co dodaje się do spadku z 2024 roku wynoszącego 16,8%. Sprzedaż modeli Mitsubishi w Australii od pięciu lat wykazuje tendencję spadkową – z około 77 000 sztuk spadła do około 61 198 sztuk pod koniec 2025 roku.
Jones stwierdza, że jedynymi markami, które są naprawdę bezpieczne, są: Toyota (15,7 procent udziału w rynku w bieżącym roku), Ford (7 procent), Kia (6,9 procent), Mazda (6,7 procent) oraz Hyundai (6,5 procent). Przynajmniej na razie! Wśród 20 najlepiej sprzedających się marek w Australii 7 to marki chińskie.
Majella i ja niedawno odwiedziliśmy lokalny salon Bartons, aby przyjrzeć się modelom GAC Aion i Geely EX 2 – dwóm głównym kandydatom w sprawie rzekomego „krwawego masakru”. Dyrektor generalny Bartons Motor Group spodziewa się dalszych zmian. „To nie są pojedyncze decyzje. To dowód na to, że australijski rynek motoryzacyjny uległ fundamentalnej zmianie”.
„Nowsi gracze na rynku, szczególnie chińscy producenci, przepisali zasady gry. Oferują wyjątkową wartość, zaawansowaną technologię oraz solidne warunki gwarancyjne, przez co wiele tradycyjnych marek ma coraz większe trudności z konkurencją” – mówi. „Największą presję odczuwają tradycyjne marki japońskie, które konkurują bezpośrednio z chińskimi pojazdami w najszybciej rozwijających się segmentach rynku”.
Dziedzictwo marki i lojalność konsumentów mają swoje granice, co pokazało się, gdy pod koniec lat 60. na nasze rynki dotarły lepsze japońskie samochody, a w latach 90. południowokoreańskie samochody oferowały jeszcze lepsze warunki.
Oczywiście te zmiany na rynku będą miały konsekwencje w kontekście globalnym. Czy japoński przemysł samochodowy może przetrwać bez eksportu? Czy Stany Zjednoczone mogą nadal blokować nowe technologie? Australia to mały rynek, ale w tym momencie może być kanarkiem w kopalni węgla chorującym na tlenek węgla lub owcą-powiedziwcą zmierzającą na inne pastwisko.
Zwycięzcą jest oczywiście australijski konsument. Na autostradach i na parkingu supermarketów przyszłość jest jasna i elektryczna.
Zapisz się do cotygodniowego Substacka CleanTechnica, aby otrzymywać szczegółowe analizy oraz zwięzłe podsumowania od Zacha i Scotta, zapoznaj się z naszym codziennym newsletterem i śledź nas na Google News!
Źródło: CleanTechnica