Powrót do aktualności
Inne

Oto wszystkie głupie wojny naftowe, które nie mają nic wspólnego z samochodami elektrycznymi.

Oto wszystkie głupie wojny naftowe, które nie mają nic wspólnego z samochodami elektrycznymi.

Ale to tylko jeden z wielu konfliktów naftowych, które obecnie wpływają na dostępność ropy… a samochody elektryczne nie mają z żadnym z nich nic wspólnego.

Odkąd ropa stała się tak ważnym paliwem transportowym, napędza ona konflikty na świecie. Wiele wojen XX i XXI wieku toczyło się wokół ropy naftowej.

Nie tylko to – ropa jest również bardzo szkodliwa dla zdrowia. Spalanie ropy powoduje zanieczyszczenie powietrza i zmiany klimatyczne.

Zagrożenie, jakie stanowi ropa naftowa jako zasób, staje się coraz bardziej widoczne z upływem czasu, w miarę jak świat odkrywa nowe skutki zanieczyszczenia, zmian klimatycznych oraz ciągłych konfliktów związanych z ropą.

W tym momencie ten ostatni problem jest wyraźnie widoczny – na świecie toczy się co najmniej sześć konfliktów bezpośrednio związanych z dostępnością ropy, a kilka kolejnych jest w przygotowaniu.

Wszyscy już zapewne słyszeliście o Cieśninie Hormuz

Pierwszym przykładem jest oczywiście konflikt wokół Cieśniny Hormuz, przez którą kiedyś przepływała około jedna piąta światowej ropy naftowej.

Cieśnina jest generalnie zamknięta od marca, po tym jak Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły nieuzasadnioną wojnę przeciwko Iranowi, a ich pierwszy atak zabił jego najwyższego przywódcę, Alego Chameneiego. Od tamtej pory, pomimo kilku gróźb ze strony byłego prezentera programów reality TV, który udaje się na czele rządu w USA, Iran ogłosił zamknięcie wąskiej cieśniny przy swojej wybrzeżu dla ruchu statków.

Chociaż w ciągu ostatnich sześciu miesięcy niektóre statki zdołały przeprawić się przez nią w różnych momentach, całkowity ruch przez cieśninę spadł do znikomego poziomu.

Gdy wybuchł konflikt, wszyscy obawiali się nadchodzącego globalnego szoku cen ropy naftowej. Ceny rzeczywiście wzrosły, ale nie tak bardzo, jak początkowo przewidywano, mimo że ceny diesla ostatnio osiągnęły rekordowe poziomy w USA i nie wykazują oznak spadku.

Głównym powodem wzrostu cen, który okazał się mniejszy niż oczekiwano, było ograniczenie zużycia ropy przez Chiny, spowodowane przede wszystkim szybkim wdrażaniem transportu elektrycznego w tym kraju. Od początku konfliktu sprzedaż pojazdów elektrycznych gwałtownie wzrosła w innych krajach, ale pojazdy elektryczne z Chin skutkowały mniejszym zużyciem ropy niż w jakimkolwiek innym kraju.

Chiny powinny być jednym z najbardziej wrażliwych krajów na zamknięcie Cieśniny Hormuz, biorąc pod uwagę, że większość ropy przepływającej przez tę cieśninę trafia do Azji Wschodniej, gdzie Chiny są największym konsumentem. Jednak ten kraj drastycznie ograniczył import i zużycie ropy, co sprawiło, że niektórzy przypisują mu zasługę „uratowania świata” przed potencjalnie gorszym szokiem na rynku ropy.

To nie jest jedyna cieśnina na Bliskim Wschodzie wpływająca na rynki ropy

Konflikt w Cieśninie Hormuz zmusił wszystkich do szybkiego poszukiwania innych metod transportu ropy, ponieważ świat jest zależny od jej swobodnego przepływu. Jedną z takich metod jest wykorzystanie kluczowej rury transportowej, która biegnie przez Arabię Saudyjską z wschodu na zachód, łagodząc presję spowodowaną zamknięciem Cieśniny Hormuz – ta rura została w rzeczywistości zbudowana po raz pierwszy w latach 80. XX wieku, aby złagodzić presję podczas poprzedniego konfliktu w Cieśninie Hormuz.

Jednak w tym tygodniu stała się to znacznie mniej opłacalna opcja, gdy zaledwie w zeszłym tygodniu stacja pompująca wzdłuż rurociągu została zniszczona w ataku dronem, co skłoniło Saudyjczyków do zamknięcia rurociągu jako środka ostrożności.

Atak został przeprowadzony przez Huti, grupę rebeliantów w Jemenie (który od 2014 roku znajduje się w stanie wojny domowej) wspieraną przez Iran i sprzeciwiającą się Stanom Zjednoczonym, Izraelowi oraz Arabii Saudyjskiej.

Terytorium Huti znajduje się w południowo-zachodnim Jemenie – który akurat graniczy z kolejnym wąskim punktem krytycznym w transporcie ropy naftowej, cieśniną Bab-El-Mandeb pomiędzy Morzem Czerwonym a Zatoką Aden, przez którą przepływa około 9% światowych transportów ropy morskiej.

Niedaleko na północ od tych wszystkich problemów toczy się kolejny konflikt, który coraz bardziej skupia się na ropy naftowej. W 2014 roku Rosja zaatakowała Ukrainę i zajęła Półwysep Krymski, który, jak można się domyślić… jest kolejnym węzłem transportowym dla ładunków ropy.

Dno Półwyspu Krymskiego graniczy z Cieśniną Kerczeńską, która łączy Morze Azowskie z Morzem Czarnym, a to z kolei łączy się z Morzem Śródziemnym i Atlantykiem.

Zanim Rosja zajęła Krym, kontrolowała jedną stronę Cieśniny Kerczeńskiej, ale teraz kontroluje obie. Dzięki temu ma dodatkową drogę dla ropy opuszczającej Rosję i trafiającej do gospodarki światowej, która stanowi główne źródło dochodu dla tego kraju.

Lub przynajmniej stanowiło to główne źródło dochodu. W miarę nasilania się wojny Rosji z Ukrainą, począwszy od inwazji na wschodnią Ukrainę w 2022 roku, inne kraje nałożyły na Rosję surowe sankcje, ograniczając jej możliwości eksportu ropy naftowej.

Ta inwazja z 2022 roku była możliwa tylko po tym, jak społeczność międzynarodowa w zasadzie zignorowała agresję Rosji na Krymie, ponieważ silniejsza reakcja mogłaby zagrozić dostawom rosyjskiego gazu do Europy, od którego ta zależy do ogrzewania, mimo że istnieją czystsze rozwiązania.

Jednak co ważniejsze, Ukraina odkryła ostatnio niezwykle skuteczną nową taktykę: wysadzanie rosyjskich rafinerii ropy naftowej. Jak donoszono, zdolność rafinacji w tym kraju wynosi obecnie jedynie 70% jego krajowego zapotrzebowania, a 24 z 33 największych rafinerii w Rosji zostało trafionych.

To spowodowało długie kolejki przy rosyjskich stacjach benzynowych, a w tym słynnie niechętnym do pojazdów elektrycznych kraju sprzedaż takich aut ponadpodwoiła się w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Oznacza to również, że Rosja, która wcześniej była głównym eksporterem ropy naftowej, nie ma już większego wpływu na międzynarodowe rynki ropy, co zwiększa napięcie w globalnej podaży.

Długoterminowa niestabilność w Libii

Libia doświadcza długotrwałej niestabilności politycznej od zabójstwa swojego byłego przywódcy, Muammara Kaddafiego, a ta niestabilność powoduje wahania w produkcji ropy w tym kraju. Właśnie w tym tygodniu siły ds. bezpieczeństwa ropy naftowej w tym kraju wstrzymały produkcję na kilku polach i zamknęły rurociąg, ponieważ grupa ta domaga się przeniesienia własności.

Kraj twierdzi, że nie wpłynęło to na produkcję, ale jeśli przerwa będzie trwać, prawdopodobnie tak się stanie. Chociaż ilość ropy naftowej zagrożona tym konfliktem jest mniejsza niż w innych przypadkach, o których mówiliśmy, dzieje się to nadal na ogólnie niestabilnym światowym rynku ropy, więc każdy nowy rozwój ma znaczenie.

Rząd Wenezueli w niepewności

Istnieje również sytuacja w Wenezueli, która ponownie została spowodowana nieuzasadnionym atakiem ze strony USA, polegającym na porwaniu wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Madura oraz zabiciu kilku cywilów w tym procesie.

Od tamtej pory Wenezuelę oficjalnie rządzi była wiceprezydentka kraju, Delcy Rodriguez, ale USA roszczą sobie duże prawa do kontroli nad tamtejszymi polami naftowymi.

Według doniesień niedawna umowa daje amerykańskim firmom dostęp do dużych, nowo odkrytych złóż ropy naftowej w tym kraju, ale ich rozwój potrwa do dekady. Oznacza to, że mogą one zostać uruchomione dopiero po osiągnięciu przez świat maksymalnego popytu na ropę – termin, który wydaje się zbliżać w miarę jak cała planeta szybko przechodzi na transport elektryczny.

Stany Zjednoczone próbują wygłodzić Kubę blokadą naftową

Związane z konfliktem w Wenezueli jest obecne staranie Stanów Zjednoczonych o wygłodzenie Kuby poprzez blokadę dostaw ropy naftowej do tego państwa wyspiarskiego. Kuba wcześniej otrzymywała dużo taniej ropy z Wenezueli, a Stany Zjednoczone zablokowały nie tylko te dostawy, ale także dostawy z jakiegokolwiek innego kraju do Kuby.

To doprowadziło do problemów z dostępnością energii w kraju, powodując pełne śmieci ulice oraz częste przerwy w dostawie prądu, które nawet zamykały szpitale. W niektórych przypadkach lekarze musieli ręcznie obsługiwać wentylatory, aby utrzymać niemowlęta na oddziale intensywnej terapii przy życiu, a wszystko to w imię politycznego numeru.

Kuba wykorzystała tę okazję, by szybko rozwijać energetykę słoneczną i elektryfikować swój transport, aby stać się bardziej samowystarczalna i uniknąć wyraźnie wrażliwych i niewiarygodnych zasobów paliw kopalnych.

Nawet wojna handlowa między USA a Kanadą ma element związanym z ropą

Wojna handlowa między USA a Kanadą różni się nieco od pozostałych konfliktów tym, że nie jest to „gorąca wojna” ani celowe dążenie do wygłodzenia jednej ze stron. Jest to jednak konflikt związany z ropą naftową, ponieważ te dwa powiązane ze sobą kraje intensywnie handlują nią i teraz szukają sposobów, by się od siebie oddzielić.

To może skutkować mniejszym rozwojem systemów transportu ropy naftowej transgranicznie. Obecnie duża część kanadyjskiej ropy jest rafinowana w USA, a oba kraje przez dekady rozwijały bliskie relacje dzięki wolnemu handlowi między nimi. Jednak Kanada teraz ponownie rozważa swoje bliskie relacje z USA, co może wpłynąć na handel ropą między tymi krajami.

A nawet jeśli zignorujemy potencjalne zakłócenia w handlu ropą między USA a Kanadą, wojna handlowa skłoniła Kanadę do wpuszczenia chińskich pojazdów elektrycznych na jej rynek. Daje to Kanadzie dostęp do tanich, ekologicznych opcji transportu, których nie ma w USA, i powinno przyczynić się do wzrostu sprzedaży pojazdów elektrycznych w tym kraju w przyszłości, w miarę jak konkurencja w tej dziedzinie się nasila.

Dla większości aspektów tego konfliktu nie ma „końca”

Zgodnie z jedną z analiz, 43% światowej ropy pochodzi z krajów dotkniętych konfliktami.

A co gorsza, cała ta sytuacja nie wykazuje żadnych oznak złagodzenia w najbliższej przyszłości – każdy z tych konfliktów charakteryzuje się pewnym stopniem trudności do rozwiązania ze względu na upór zaangażowanych stron (a w przypadku Ameryki – głupotę, nieprawomocność lub wrogość wobec ludności Ameryki i świata).

Tygodniem temu zespół zajmujący się ropą naftową w JP Morgan poddał się, stwierdzając, że nie ma pojęcia, co przyniesie przyszłość rynkom ropy naftowej, i zaznaczył, że „po prostu nie wiemy, jak przeprowadzić modelowanie końcowej sytuacji” w związku z wojną Stanów Zjednoczonych przeciwko Iranowi. W tym samym komunikacie wspomniano o konflikcie saudyjsko-hutijskim oraz sytuacji na Ukrainie i w Rosji jako o dalszych zagrożeniach dla rynku ropy naftowej.

Kraje reagują na to wszystko poprzez wyczerpywanie swoich strategicznych rezerw ropy naftowej, starając się chronić rynki przed szokiem cenowym, który mogłby uderzyć w konsumentów. Jednak rezerwy awaryjne są skuteczne tylko przez określony czas, a po miesiącach takiego postępowania rezerwy ropy naftowej w wielu krajach zaczynają się wyczerpywać.

Najważniejsze jest to, że Chiny, kraj z największymi rezerwami ropy naftowej, który „uratował świat” przed wstrząsami cenowymi poprzez nagłe zaprzestanie zakupów ropy na początku tego roku, rzekomo rozważają ponowne rozpoczęcie zakupów tego surowca. Nawet przy spadku popytu konsumentów chińskich na ropę, byłoby to ogromnym wstrząsem, ponieważ przywróciłoby drugiego co do wielkości konsumenta ropy na świecie na rynek po tym, jak kilka miesięcy temu się z niego wycofał.

Zmiana klimatu obiecuje więcej konfliktów

Oczywiście jest jeszcze kwestia zmiany klimatu. Spalanie ropy naftowej jest głównym czynnikiem przyczyniającym się do zmiany klimatu, co prowadzi do wzrostu konfliktów oraz zakłóceń spowodowanych pogodą.

Te zakłócenia stają się coraz trudniejsze do zignorowania, ponieważ każde lato jest gorętsze i bardziej niszczycielskie niż poprzednie. Pożary lasów, huragany, powodzie oraz inne nieprzewidziane zjawiska pogodowe są nasilane przez spalanie paliw kopalnych przez ludzi.

To nie tylko samo w sobie powoduje szkody, ale przewiduje się również, że zmiany klimatyczne będą stopniowo zwiększać konflikty na świecie. W miarę wzrostu poziomu morza i utraty zdolności do zamieszkiwania niektórych obszarów ludzie będą musieli migrować, co doprowadzi do wzrostu konfliktów.

To leży u podstaw obecnych i niedawnych konfliktów (takich jak wojna domowa w Syrii, która została nasilona rekordowym suszem prawdopodobnie związanym ze zmianami klimatycznymi) i będzie wpływać na nie w przyszłości.

Transport elektryczny rozwiązuje *wszystkie* te problemy

Wspólnym mianownikiem wszystkich tych problemów jest to, że pojazdy elektryczne nie tylko w żaden sposób nie przyczyniły się do ich powstania, ale także oferują na nie rozwiązanie.

Większość światowej ropy naftowej jest wykorzystywana w transporcie do poruszania pojazdów. Przeważnie służy ona do napędzania pojazdów drogowych o niskiej mocy – czyli samochodów osobowych i ciężarówek, których ludzie używają do poruszania się. Bardzo niewiele światowej ropy naftowej jest wykorzystywane do wytwarzania energii elektrycznej, przy czym prawie każdy region ma dostęp do jakiejś tańszej i bardziej niezawodnej metody wykorzystującej dostępne lokalne zasoby.

I nie, nie istnieje żaden inny zasób, który po prostu zastąpi ropę. Zasoby używane do budowy i napędzania samochodów elektrycznych są z konieczności mniej problematyczne i bardziej elastyczne niżropa. Większość z nich jest wykorzystywana w znacznie mniejszych ilościach na pojazd, jest dobrze rozproszona geograficznie i nadaje się do recyklingu, a nie do spalania.

Samochód spalinowy w ciągu swojego życia musi spalić około 50 000 funtów ropy, co oznacza dużą ilość surowca potrzebnego do jego napędzania. Samochód elektryczny może być zasilany na różne sposoby (wytwarzany lokalnie/regionalnie, co przyczynia się do niezależności energetycznej) i jest ponadto o około 4 razy bardziej efektywny energetycznie niż samochód opalany paliwami kopalnymi, co oznacza mniej surowca, mniej energii, mniej odpadów i mniej konfliktów.

To oznacza, że mamy do dyspozycji rozwiązanie wszystkich powyższych problemów. Na rynku światowym dostępna jest szeroka gama samochodów i ciężarówek elektrycznych o niskiej mocy, odpowiednich do każdego zastosowania. Ponadto istnieje coraz większa liczba pojazdów elektrycznych o średniej i dużej mocy, nadających się do niemal wszystkich zadań transportu dalekobieżnego, z wyjątkiem tych najtrudniejszych.

Są one dostępne nie tylko w określonych krajach i regionach, ale na całym świecie (choć w USA jest ich mniej, ponieważ Amerykanie nie mają dostępu do wielu opcji dostępnych dla reszty świata – mimo to mamy tu, w Electrek, regularnie o tym informować, wiele doskonałych alternatyw).

Zatem istnieje sposób na zakończenie tych konfliktów: należy przestać używać zasobu, który do nich przyczynia się. A najlepszym sposobem na to jest wyeliminowanie ropy z transportu – mamy do tego technologię. Już teraz.

W powyższych konfliktach widzimy już ludzi, którzy starają się poprawić sytuację. Wprowadzenie pojazdów elektrycznych w Chinach zmniejszyło presję na cieśninę Ormuz, Rosja kupuje samochody elektryczne w bezprecedensowym tempie, Kuba instaluje panele słoneczne i używa elektrycznych wózków do zbierania śmieci, Kanada zezwala na import pojazdów elektrycznych, czego wcześniej nie robiła, a Europa instaluje pompy cieplne, aby ogrzewać swoje domy elektrycznie zamiast naftą.

I to działa. Samochody elektryczne zastąpiły w zeszłym roku paliwo naftowe o wartości 70% całkowitej produkcji Iranu, co przyczyniło się do obniżenia cen energii dla wszystkich. Cena prądu wzrosła (w USA napędzana przez centra danych oraz działania republikanów zmierzające do blokowania projektów energetycznych), ale nie tak znacznie jak cena ropy, a prąd nadal pozostaje tańszym paliwem do transportu w większości miejsc na świecie. Chociaż wysokie ceny ropy zwiększają koszt wielu składników używanych do produkcji towarów konsumpcyjnych, ten efekt byłby mniej dotkliwy dla wszystkich, gdyby większy transport przestał używać ropy, gdy dostępne są lepsze opcje elektryczne.

Problemy kontra rozwiązania – po której stronie powinniśmy stanąć?

Nawiasem mówiąc, istnieje związek pomiędzy tymi problemami a rozwiązaniami. Wiele konfliktów naftowych zostało spowodowanych lub zaostrzonych przez osobę, która obecnie zajmuje Biały Dom w USA (mimo że konstytucja zabrania jej sprawowania urzędów w tym kraju), a która dodatkowo robi wszystko, by utrudnić dostęp do rozwiązań, ograniczając produkcję w USA wysokotechnologicznych pojazdów elektrycznych, których pragnie świat.

Stany Zjednoczone mogłyby stać się liderem w produkcji pojazdów elektrycznych, gdyby polityki prezydenta Bidena w tym zakresie mogły zostać wdrożone, ale republikanie zamiast tego dążą do przeniesienia tych miejsc pracy do Chin.

Chiny są, nawiasem mówiąc, krajem dostarczającym rozwiązania, których świat potrzebuje obecnie. Gdy świat zwraca się ku samochodom elektrycznym, by uratować się przed tymi niepotrzebnymi konfliktami, jeden kraj bardziej niż jakikolwiek inny czerpie korzyści z rosnącego na świecie popytu na pojazdy elektryczne.

Pieniądze z każdego kraju zainteresowanego rozwiązaniami trafiają do kieszeni Chin, które stają się producentem samochodów dla teraźniejszości i przyszłości świata. Spotkało się to z niewielkim sprzeciwem ze strony dawnych liderów przemysłu motoryzacyjnego, którzy zamiast tego działają na rzecz własnej marginalizacji. Chiny dominują również w produkcji paneli słonecznych oraz baterii w ogóle, oferując baterie do wszystkich typów pojazdów oraz do magazynowania energii w miejscach stacjonarnych.

Nie musiało tak być. Ale mimo oczywistej regresywności działań Stanów Zjednoczonych, zarówno na poziomie rządu, jak i przemysłu, te kraje uparcie odmawiają wyciągnięcia wniosków z doświadczeń. Już w tym miesiącu główna amerykańska grupa lobbingowa branży motoryzacyjnej błagała Kongres o powstrzymanie najbardziej konkurencyjnych pojazdów elektrycznych przed wejściem na rynek krajowy, prosząc rząd o blokowanie konkurencji zamiast dążenia do oferowania lepszych produktów.

A zaledwie wczoraj dyrektor generalny Hyundai, który na ogół jest przychylny pojazdom elektrycznym, rozpowszechniał strach, że chińskie pojazdy elektryczne doprowadzą do spadku zyskowności amerykańskich producentów samochodów. Ukrytym przesłaniem jego wypowiedzi jest to, że postrzega amerykański rynek motoryzacyjny jako źródło dochodów, z którego czerpie korzyści poprzez nadmiernie drogie pojazdy – co nie byłoby możliwe, gdyby musieli konkurować z krajem oferującym obecnie najlepsze pojazdy elektryczne na świecie.

To przekonanie jest powszechne w całej branży. Producenci samochodów postrzegają Amerykę jako swój ostatni bastion, prawdziwe miasto w błocie, gdzie mogą wysyłać swoje zanieczyszczające środowisko, przepłacane produkty, aby wyciągnąć coś jeszcze z kieszeni Amerykanów, podczas gdy wszyscy inni przechodzą na lepsze opcje.

A firmy naftowe też to uwielbiają, oferując miliardy w łapówkach, by utrzymać te konflikty, licząc na kontynuację swojego rekordowego zarabiania na wojnie i uniemożliwienie światu przejścia w przyszłość.

Ale w pewnym momencie grzbiet wielbłąda musi się złamać. I nie będzie to ładne widoki dla tych, którzy angażują się w wykorzystywanie zasobu, od którego cały świat od dziesięcioleci wie, że desperacko musi przestać go używać.

HyundaiAudibatteryEVelectric vehicle

Źródło: Electrek