Denza po cichu zwiększa obecność w Polsce: D9, Bao 5, Denza Z. Nasza topowa Denza Z9 GT to w Chinach wersja dla biedniejszych

Należąca do BYD-a marka Denza stała się w Europie i na Bliskim Wschodzie marką-czapką dla różnych samochodów premium koncernu. Nawet na polskiej stronie zauważymy, że oprócz modeli Denza Z9 GT, Denza D9 (van, jeszcze nie miał premiery) i Denza Z (premiera 17 września) będzie ona oferować model Denza Bao 5, który w Chinach sprzedawany jest pod zupełnie innym brandem: Fangchengbao (FCB, Formula Bao). FCB w założeniu miało trafiać do klienta poszukującego samochodów terenowych o dużej mocy.
Denza się rozkręca. Po cichu
Spis treści
Denza się rozkręca. Po cichu
Denza Z
Denza D9 i Denza Bao 5
Pierwszą i najdroższą premierą marki była Denza Z9 GT (TUTAJ), do promowania której zaangażowano Daniela Craiga i szereg influenzerów w różnych krajach europejskich. Wszyscy chętnie pojeździli za darmo, praktycznie nikt nie kupił, bo zbiór nabywców pojazdów nieznanych chińskich marek w cenie ponad 0,5 miliona sztuka to w dużym przybliżeniu – zbiór pusty. Szczególnie, że właśnie się okazało, że najmocniejszy model w Europie to wersja ekonomiczna w Chinach. Tam pierwsza edycja z trzema silnikami była mocniejsza. I tańsza. Ta najmocniejsza u nas to u nich wersja ekonomiczna. I tańsza o 10 procent (źródło).


Denza Z9 GT (c) Denza
Denza Z
W nadchodzących dniach dojdzie do premiery drugiego auta: Denza Z. To model zaprojektowany przede wszystkim z myślą o osiągach. W najmocniejszej wersji (1,18 MW/1 604 KM) ma trzy silniki, skrętną tylną oś, dynamicznie regulowane zawieszenie Disus-M, podwozie z odlewów, umie parkować w ciasnych przestrzeniach dzięki zdzieraniu opon w miejscu, obsługuje megaszybkie ładowanie (od 10 do 70 proc. w 5 minut), ma kilka nadwozi do wyboru, ogólnie: jest tym, czym chciałoby być Porsche, gdyby miało pieniądze.

Denza Z w trzech wersjach nadwoziowych

Wnętrze Denzy Z. Krój fontu na ekranie centralnym jest z niczym z najtańszego telefonu Xiaomi, z logotypem na kierownicy też coś nie gra – to może przeszkadzać nabywcom, którzy „płacą to wymagają”

Denza D9 i Denza Bao 5
Denza D9 i Denza Bao 5 to modele intrygujące, bo jeszcze bez oficjalnej prezentacji na docelowych rynkach. D9 to duży van zasilany hybrydowym zespołem napędowym. Elektryczny Maxus Mifa 9 za 300+ tysięcy złotych się nie przyjął, elektryczny Xpeng X9 za 300+ tysięcy złotych wzbudził zainteresowanie, czy więc Denza D9 z hybrydowym (plug-in) zespołem napędowym za 394 700 złotych ma szansę? Auto obiecuje 210 jednostek WLTP w trybie elektrycznym, w sumie 950 jednostek WLTP na prądzie i benzynie oraz mnóstwo wygód w środku. Ale Xpeng X9 chyba wypada lepiej?


Z kolei Denza Bao 5 to model dla tych, którzy szukają taniej G-klasy. Auto ma około 4,9 metra długości, mieści się więc na pograniczu segmentów D- i E-SUV. Jako hybryda plug-in wyposażone jest w typowy dla Chin turbodoładowany silnik spalinowy o pojemności 1,5 litra, baterię BYD Blade II o pojemności 31,8 kWh oraz dwa silniki elektryczne (1+1) o mocy 505 kW. Europejczycy i reszta świata jak zwykle (!, patrz: Denza Z9 GT) dostają wersję ograniczoną do ledwie 400 kW/544 KM. Bao 5 to model dla miłośników tradycyjnej motoryzacji, więc w pakiecie jest zestaw pstryczków. Nowocześnie podświetlanych diodami:
Denza Bao 5 potrafi zablokować w terenie [wszystkie] trzy mechanizmy różnicowe, obsługuje megaszybkie ładowanie, jest kanciasta, ma nawet matrycowe reflektory adaptacyjne. Polski konfigurator modelu nie jest aktywny, cena Bao 5 nie jest znana.
Ocena artykułu
Ocena Czytelników
[Suma: 0 głosów Średnia: 0]
Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy: