Microlino chce zostać dopuszczone do systemu rozliczeń emisyjnych. Spora pula pieniędzy do wzięcia i… ciekawy ruch

Szwajcarskie Microlino wystąpiło na drogę sądową przeciwko szwajcarskiemu ministerstwu energii (Swiss Federal Office of Energy, SFOE), ponieważ uważa, że czterokołowce powinny zostać dopuszczone do regulacji związanych z emisjami dwutlenku węgla. I choć cała sprawa toczy się poza Unią Europejską, wygrana w jednym europejskim wspomagana uporem producenta mogłaby doprowadzić do całkiem zaskakujących rozwiązań na całym Starym Kontynencie.
Microlino kontra SFOE
Jak informuje portal Electrive, Microlino argumentuje, że czterokołowce zostały niesłusznie wykluczone z systemu rozliczania emisji dwutlenku węgla w taborach. Nie da się nimi obniżać ani bilansować emisji w innych miejscach, co sprawia, że ich sprzedaż nie jest wspierana przez żadne bezpośrednie ani pośrednie programy finansowe. Bo należą do kategorii Lxx. Tymczasem podobnej wielkości pojazdy kategorii M1 – na przykład Dacia Spring, Fiat 500e czy Renault Twingo E-Tech Electric – są normalnie uwzględniane jako samochody.
Efektem tego niesprawiedliwego wykluczenia jest sytuacja, w której „Microlino nie udało się osiągnąć przełomu rynkowego”. W domyśle: większe i zapewne droższe w produkcji pojazdy oferowane są w atrakcyjnych finansowaniach, bo ich zakup opłaca się firmom. Czterokołowce znalazły się poza nawiasem, są nie tylko drogie /cena Microlino Lite to 15 990 franków, równowartość 73 700 zł/, ale też nikt nie chce ryzykować z ich zakupem na większą skalę, skoro nie może rozliczyć ich emisyjnie jako samochodów. Traktuje się je jak gadżety. Nawet samo Microlino nie może obniżyć ceny w oparciu o zyski z koszyków emisyjnych, ponieważ… takowe nie istnieją dla czterokołowców.

I choć sytuacja na pierwszy rzut oka wygląda na prośbę o finansowe wsparcie ze strony rządu (tj. podatników), w rozumowaniu jest logika. Część samochodów firmowych na pewno mogłaby zostać zamieniona na czterokołowce, bo wykorzystywane są wyłącznie do jazd po mieście lub okolicach danego przedsiębiorstwa. Pojazdy z tych taborów prędzej czy później trafiłyby w ręce prywatne. W dodatku wygrana Microlino w Szwajcarii mogłaby zachęcić producenta do walki o swoje prawa na poziomie Unii Europejskiej. Gdyby takowa zakończyła się wygraną, w przyszłej dekadzie na naszych drogach mogłoby się zaroić od elektrycznych czterokołowców.
Microlino Spiaggina, letnia edycja pojazdu (c) Microlino
Nota od redakcji Elektrowozu: biorąc pod uwagę badania, z których wynika, że w przeciętnym samochodzie w mieście podróżuje około 1,3 osoby, takie dwuosobowe Microlino mogłoby zaspokoić potrzeby zapewne ponad połowy kierowców aut.
Ocena artykułu
Ocena Czytelników
[Suma: 3 głosów Średnia: 5]
Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy: