← Natrag na novosti
Tehnologija

Baterie Donut Lab to jednak fałszywka? [YouTube] Ale tak naprawdę nie wszystko stracone, firma może użyć semi-solid-state

Baterie Donut Lab to jednak fałszywka? [YouTube] Ale tak naprawdę nie wszystko stracone, firma może użyć semi-solid-state

Youtuber Ryan Hughes przedstawiający się jako Ziroth przeanalizował szczegółowo komunikację Donut Lab, rozmawiał też z szeregiem naukowców zajmujących się tematyką ogniw elektrochemicznych, w tym ogniw Li-ion. Jego zdaniem Donut Lab nie dysponuje bateriami ze stałym elektrolitem, niewykluczone, że wykoleił się na obietnicy niemieckiego partnera. Dlatego firma podsunęła fińskiej organizacji certyfikującej zwykłe ogniwa Li-ion. Naszym, redakcyjnym zdaniem, nie wszystko jeszcze zostało stracone, Donut Lab nadal może próbować sprzedawać ogniwa z elektrolitem stało-ciekłym – i prawie wszyscy będą zadowoleni.

Donut Lab zapędził się z obietnicami?

Spis treści

Donut Lab zapędził się z obietnicami?

Wtopa

Wnioski

Zacznijmy od filmu. Jest solidnie opracowany, analityczny, szczegółowy, a jednocześnie przystępny, gdy chodzi o technikalia, dlatego warto go obejrzeć. Ta niekrótka (44 minuty) opowieść daje mnóstwo specjalistycznej wiedzy na temat ogniw Li-ion, a wątek detektywistyczny dodaje jej pikanterii, wzmaga ciekawość, więc fakty łatwiej wchodzą do głowy:

Ziroth twierdzi, że Donut Lab chciało wprowadzić na rynek baterie sodowe opracowane przez CT-Coating, niemiecką firmę, której założyciel posiada w portfolio całkiem spory zasób patentów. Ogniwa CT-Coating miały powstawać w procesie sitodruku (nanoszenia elektrod tak, jak się nanosi farby drukarskie na papier). Ta metoda pozwala na pokrywanie powierzchni różnymi chemikaliami, które mogą przechowywać energię (ogniwo), świecić (luminescencja), generować energię (fotowoltaika) itd. Jej największą zaletą jest wysoka gęstość energii, możliwość eksperymentowania z różnymi substancjami i stosunkowo dopracowana metoda produkcji. Wady? Wygląda na to, że technologia zaczyna zawodzić, gdy rosną wymagania.

Ogniwo CT-Coating naniesione metodą sitodruku. Warto zwrócić uwagę na to, że aktywnym pierwiastkiem jest w nim sód, nie lit

Schemat budowy wielowarstwowego produktu CT-Coating z warstwą przechowującą energię (energy storage), fotowoltaiczną (photovoltaic), świecącą (luminous)

Wtopa

Z napylanymi (patrz: The Batteries) czy nakładanymi sitodrukiem warstwami zawsze jest ten sam problem: to, co pięknie funkcjonuje przy jednej-kilku warstwach, przestaje sobie radzić, gdy warstw robi się więcej i pojawia się konieczność komercjalizacji („ma być szybko, wydajnie i tanio!”). Szczególnie w kontekście masowej produkcji. Tymczasem prawdziwe ogniwa Li-ion to dziesiątki warstw obok siebie, żeby gęstość energii była jak najwyższa. Dlatego Ziroth zaryzykował twierdzenie, że Donut Lab coś nie poszło z produktem CT-Coating i niezależnej organizacji VTT dostarczył po prostu nowoczesne ogniwa Li-ion, inwestorom i odbiorcom deklarując przy okazji coś kompletnie innego.

Ziroth podaje przykłady takich ogniw, w tym szczególnie imponujące parametry ogniw Ampriusa (prawdziwych, istniejących, działających), ale naszym zdaniem aż tak daleko idąca konspiracja nie była potrzebna. Wystarczyło, żeby Donut Lab poprosiło o sprawdzenie różnych typów ogniw w dokładnie takich samych saszetkach. Jako że w każdym teście uczestniczyło inne ogniwo (różnią się cyferki na opakowaniach), do testów temperaturowych mogło zostać wzięte LFP z natury bardziej odporne na przegrzanie, do ładowania – Li-ion (Li-NCx) i tak dalej.

Wnioski

Na podstawie przytoczonych dociekań, parametrów, rozmów ze specjalistami i obliczeń Ziroth szacuje, że ogniwa Donut Lab, rzekomo solid-state bez litu, to w rzeczywistości zaawansowane ogniwa litowo-jonowe z ciekłym elektrolitem. Szczególnie, że wskazuje na to ich krzywa ładowania i gęstość energii wynosząca 0,298 kWh/kg (idealnie pasująca do Li-ion). Słowem: Donut Lab kłamie, nie dysponuje żadną przełomową technologią. Youtuber posuwa się do stwierdzenia, że oszukano inwestorów.

Gdy czytamy deklaracje Donut Lab mamy podobne odczucia, ale uważamy, że to kompletnie nieistotne. Całe to [rzekome?] oszustwo poszłoby w niepamięć, gdyby Donut Lab zaprezentowało baterie, które dotrzymują chociaż części obietnic. Nie muszą mieć stałego elektrolitu czy sodu zamiast litu, bo spoza branży mało kogo to interesuje. Wystarczy, że będą się w miarę szybko ładować i przechowają dużą ilość energii, a nabywcy wybaczą firmie wszystko inne. Bo ostatecznymi decydentami są tutaj nabywcy elektrycznych motocykli, którzy:

Nie chcą stać zbyt długo pod ładowarkami, chcą się szybko ładować (4 C = 15 minut wystarczy) a przy okazji mieć akceptowalny zasięg (33 kWh to już sporo). To wszystko już dziś dają im ogniwa WeLion z elektrolitem stało-ciekłym, które Donut Lab mogłoby sprzedawać jako swój wynalazek. W Europie nie ma jeszcze nakazu uczciwego informowania o elektrolicie w fazie ciekłej, więc fińska firma mogłaby śmiało mówić o użyciu „baterii solid-state”. Moce ładowania pasują, Verge musiałoby tylko wziąć na siebie degradację, tj. po cichu wymieniać pakiety, które zbyt szybko zawiodły.

Użytkownicy raczej byliby zadowoleni. Gorzej osobami inwestującymi w Donut Lab i tymi, które patrzą raczej na etykę niż sprzedaż. Firma jednak ciągle ma asa w rękawie w postaci silników w piastach – i wszystko wskazuje na to, że akurat one działają całkiem nieźle.

Ocena artykułu

Ocena Czytelników

[Suma: 3 głosów Średnia: 5]

Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy: